facebook.com
Życie jest ważniejsze
O mnie

O mnie (długie)

Autor: wiedzaNIEtajemna.pl

Coraz to z Ciebie jako z drzazgi smolnej
Wokoło lecą szmaty zapalone
Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
Czy to co Twoje będzie zatracone
Czy popiół tylko zostanie i zamęt
Co idzie w przepaść z burzą.
Czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament
Wiekuistego zwycięstwa zaranie?

Norwid

Przez setki, tysiące lat nieliczni adepci mieli dostęp do wiedzy tajemnej. Wiedzy pilnie i zazdrośnie strzeżonej z wielu różnych powodów. Ale nastał „czas zrywania zasłon” i wiedza ta nie jest już niedostępna. Zresztą dla konsekwentnych poszukiwaczy nigdy taka nie była…

Tropię ją i ja. Z przysłów, ale i własnego doświadczenia wiem, że najłatwiej coś schować na świeczniku. I to jest chyba odkrycie najbardziej brzemienne w skutki. Bo ludzie „otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją” (Mt 13.13). Wystarczy przestać przejmować się tym, że nie widać lasu bo go zasłaniają drzewa...

Dziesięć lat temu (prawie) umarłem. Miałem 1% szans na przeżycie. Sprawa właściwie była przesądzona, ale o dziwo przeżyłem. Nauczyłem się siadać, nauczyłem się chodzić. Przeżyłem, ale zostałem kaleką. A byłem kiedyś dość sprawny i silny. Byłem żołnierzem wojsk powietrzno-desantowych (Czerwonych Beretów) i instruktorem harcerskim, uczyłem survivalu. Stałem się inwalidą, z wciąż pogarszającym się stanem zdrowia utrudniającym, a często w ogóle uniemożliwiającym mi normalne życie.

Zostałem sam, z górą niezałatwionych spraw i problemów, z podejrzeniem padaczki i zagrożeniem paraliżem całego ciała. Mam drugą grupę inwalidzką, częściowy paraliż niektórych mięśni, z powodu uszkodzonego nerwu wzrokowego nie widzę w dół i silną depresję, a to jest choroba, która nie polega na tym, że „się nie chce”. Mam liczne drobne niedowłady, niektóre pojawiające się okresowo. Mam uszkodzony pień mózgu, a komórki mózgowe to jedyne, które nie odnawiają się w ludzkim ciele. Pień odpowiada za podstawowe, często niekontrolowane świadomie czynności, jak oddychanie czy trzymanie równowagi, perystaltyka jelit… Dlatego czasem (w silnym stresie) się duszę, dlatego mam trudności z równowagą i czasem idąc się chwieję, czasem spadem ze schodków itd. To w pniu mózgu są też cztery nerwy wzrokowe, ja mam teraz trzy.

Kolejną konsekwencją są problemy z pamięcią. W ogóle nie mogę zapamiętać pewnych informacji, na przykład imion czy nazwisk, zapominam o rocznicach, o wydarzeniach. Wiem, że kogoś znam, ale nie wiem kto to jest. Wiem, że jakiś pisarz coś napisał, ale nie mogę podać jego nazwiska. Znam jakiś termin, ale nie potrafię go zdefiniować.

Następną konsekwencją jest słabość, w tym sezonowa to znaczy zimą czuję się dużo gorzej niż latem. Trudność w tym, że moja zima trwa od września do maja włącznie. Mój organizm, słaby na co dzień, w tym okresie przełącza się “tryb ekonomiczny” i zmusza mnie do leżenia, jestem po prostu zbyt słaby i obolały by cokolwiek zrobić. Mam czasem jedną, dwie godziny aktywności na dwa, trzy dni. Przez resztę czasu leżę. Cierpię na permanentną bezsenność (częściowo z powodu depresji, częściowo z powodu uszkodzeń mózgu, a częściowo wskutek stresu).

W ostatnich latach ciągle starałem się coś robić. Dlaczego poszedłem na studia, najpierw podyplomowe, później doktoranckie, poszedłem na różne kursy. Zadawałem setki pytań i szukałem na nie odpowiedzi. Szukałem (i znajdowałem) mistrzów różnych tradycji. Uczyłem się od szamanów syberyjskich, andyjskich i naszych lokalnych. Zgłębiałem Gnozę, studiowałem kabałę. Poznawałem szereg różnych religii i świętych ksiąg. Dotarłem do wiedzy starożytnych i konfrontowałem ją z osiągnięciami współczesnej nauki.

Dzięki temu żyję. Po prostu. W ciągu ostatnich dziesięciu lat umierałem cztery razy. Pomogli mi dobrzy ludzie. Lekarz neurolog powiedział mi wprost, że nie ma już dla mnie ratunku. Lekarz psychiatra powiedział, że wiadra leków będę łykał do śmierci. A ja tak nie chcę. Teraz jestem niepełnosprawny. Kiedy się poddam - będę kaleką. I nie pożyję długo.

 

 

Dzięki temu, że się uczę rozbudowuje się mój mózg, nowe komórki przejmują część zadań tych zniszczonych i teraz zapominam już dużo mniej niż dawniej. Dzięki temu, że skończyłem kurs bioterapii i hipnozy, że uczyłem się poprawnie oddychać, mogę zapanować nad napadami lękowymi. Dzięki temu, czego się nauczyłem sam sobie opracowałem odpowiednie narzędzie. Dzięki temu, że się ruszam mogę chodzić bez laski prawie wszędzie i w ogóle mogę chodzić.

Według lekarzy powinienem już nie żyć, ale ja postanowiłem być zdrowy i silny. I postanowiłem być szczęśliwy. Dlatego szukam możliwości, działam i uczę się. Kończyłem różne kursy, szukałem różnych mistrzów, czytałem kilometry książek.

Ponieważ mój stan zdrowia wciąż się pogarszał postanowiłem, po kilkuletnich poszukiwaniach metody, nauczyć się Qi Gong - starożytnej chińskiej techniki uzdrawiania. I tak właśnie znalazłem się w Chinach. Uczyłem się od chińskich mistrzów Qi Gong (miękkiego i twardego), Tai Chi (różnych stylów), a nawet trochę Kung Fu bo to wszystko się wiąże ze sobą. Niestety z Gór Tianmeng wygnała mnie pogoda i przeniosłem się na południe.

Jeśli kogoś interesuje moja ponura historia - więcej informacji jest na stronie wysmulek.com, szczególnie w książce „Ósmy krąg piekła”, którą można pobrać w całości bezpłatnie.





Dodaj komentarz

Komentarze