facebook.com
Życie jest ważniejsze

Różnica pomiędzy leczeniem a uzdrowieniem czyli dlaczego lekarze nie dają sobie rady

Różnica pomiędzy leczeniem a uzdrowieniem czyli dlaczego lekarze nie dają sobie rady

Wspominałem już, że pisał będę raczej o uzdrawianiu, leczenie pozostawiając lekarzom (którzy nota bene głównie zajmują się akwizycją leków, no tak mają). Medycyna chińska, czy ayurvedyjska, a także szamani różnych kultur, zajmują się właśnie uzdrawianiem.

Dziś słowo wyjaśnienia w tej sprawie.

W wieku XIX jednym z najbogatszych na świecie ludzi był J.P. Morgan (John Pierpont Morgan). Bankier. Nie chcę więcej pisać na jego temat, jest to postać dość znana, ponad to, że miał on również zakłady chemiczne. Które produkowały leki. Których nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał kupować. Ludzie leczyli się metodami naturalnymi jak zioła itepe, albo nie leczyli się wcale.

Morgan założył (nowoczesne) szkoły medyczne, w których kształcili się lekarze. Głównie w ordynowaniu konkretnych leków chemicznych. I tak powstała tzw. medycyna akademicka.

Która to medycyna akademicka jest świetna i niezastąpiona jeśli chodzi o sprawy doraźne jak ratowanie ludzi z wypadku na przykład. Ale kompletnie sobie nie radzi z uzdrawianiem właśnie. Pomijam popularny dość pogląd, że lekarzom nie zależy na wyleczeniu bo tracą klientów. Chcę wierzyć, że to nieprawda.

Lekarze sobie nie radzą, bo nie mogą. Są uczeni traktować każdy przypadek, każdą „jednostkę chorobową” osobno. Problem polega na tym, że człowiek jest całością. Jak mu nawala jedna noga to zaraz nawala i druga bo zaczyna być za mocno obciążona. Jak mu wypadają zęby to zaczyna chorować na żołądek itd. Lekarze systemowo nie widzą związku.

Prosty przykład z mojego podwórka. Skutkiem wylewu i szeregu innych schorzeń leczonych wiadrami leków padła mi wątroba. Ale to jest organ dość ważny i ciało „wie” o tym, więc wątroba zaczęła „zabierać” „energię” trzustce. Trzustka tego nie wytrzymała i oto mam cukrzycę. Więc, zgodnie ze sztuką medyczną, lekarze zaordynowali mi insulinę. Kiedy dowiedział się o tym lekarz ayurvewyjski, który także jest lekarzem akademickim, żeby była jasność, skomentował rzecz słowami powszechnie uznanymi za obelżywe. Dlaczego? Bo insulina niszczy żyły. Zatem ordynowanie insuliny komuś z przeszłością neurologiczną, po wylewie krwotocznym jest… Nie wiem jak to określić. Nienajlepszym pomysłem?

Ale lekarz miał przed sobą jeden problem – jest cukrzyca. I mimo, ze miał moją pełną dokumentację medyczną, nie powiązał trzustki z wątrobą. Pewnie nawet nie wiedział, że mógłby… Dla medycyny akademickiej cała ta energia to jest herezja po prostu.

Doktor Hulda Clark (lekarz!) odkryła biorezonans na przykład. Czyli fakt, że każdy organizm żywy ma specyficzną częstotliwość elektromagnetyczną, którą emituje. Zatem można nie tylko zdiagnozować na przykład pasożyty w ciele człowieka, ale je wyeliminować bezinwazyjnie. Kiedy o tym opowiadałem publicznie wiadro pomyj wylał na mnie student ostatnich lat medycyny. Dlaczego? I dlaczego nie podjął dyskusji tylko zaczął od obrażania mnie? A, przypominam, nie proponowałem leczenia grypy wsadzaniem do pieca na trzy zdrowaśki, tylko mówiłem o potwierdzonym metodą naukową medycznym odkryciu...

Nie chcę deprecjonować pracy, ani wiedzy lekarzy. Kilku z nich sporo zawdzięczam i jestem wdzięczny. Ale kilku, nazywając rzeczy po imieniu, zrobiło mi krzywdę i trwale uszkodziło to i owo. Nie mam żalu. Rozumiem.

Jednak stosunek do medycyny akademickiej mam jaki mam, szczególnie że wiem teraz jak inaczej, skuteczniej, bezpieczniej można było postąpić. Oczywiście jest wielu "uzdrowicieli" szarlatanów i oszustów, którzy robią ludziom krzywdę. Jednak wielu lekarzy także. Tyle, że ich chroni prawo.

"Różnica pomiędzy leczeniem a uzdrowieniem polega na tym, że w przypadku tego pierwszego kontekst pozostaje bez zmian, natomiast w przypadku drugiego, zmiana kliniczna pojawia się na skutek przeobrażenia samego kontekstu tak, aby wprowadzić całkowite usunięcie przyczyny danego stanu zamiast leczenia jego objawów.”

David R. Hawkins “Siła czy moc, ukryte determinanty ludzkiego zachowania”

I o to chodzi. Nie o usunięcie objawu (i zostawienie choroby), a o usunięcie przyczyny...

 

Na koniec cytat z książki "Doktorzy" Erich Segala, który przed laty zrobił na mnie spore wrażenie:

Poza jednym wyjątkiem, wszyscy bohaterowie tej książki są biali i w większości, z wyjątkiem pięciu kobiet, są mężczyznami.

Niektórzy zaliczali się do wybitnych, niemal do geniuszy. Inni byli geniuszami na skraju szaleństwa. Jeden z nich grał na wiolonczeli i miał nawet recital w Carnegie Hall, a inny grał zawodowo w koszykówkę. Sześciu pisało powieści, dwie właśnie opublikowano.

Jest wśród nich niedoszły ksiądz oraz absolwent prawa. A wszyscy bez wyjątku byli początkowo śmiertelnie przerażeni studiami.

Tego słonecznego wrześniowego poranka 1958 roku połączył ich status studentów pierwszego roku Harwardzkiej Szkoły Medycznej. Zebrali się w sali „D”, aby wysłuchać powitalnego przemówienia dziekana Courtneya Holmesa.
Rysy jego twarzy mogły pochodzić prosto z rzymskiej monety. Całą swą postawą sprawiał natomiast wrażenie, że urodził się ze złotym zegarkiem i łańcuszkiem za pasem zamiast pępowiny.

Nie musiał nikogo uciszać. Uśmiechnął się tylko i widzowie natychmiast umilkli.
- Panowie - zaczął. - Rozpoczynacie oto wspólnie wielką podróż do granic medycznej wiedzy, gdzie zaczniecie swoje własne, indywidualne badania i eksploracje tego jeszcze nie odkrytego w pełni i nie nakreślonego do końca terytorium cierpienia i choroby. Ktoś z was, siedzących tu teraz na sali, wynajdzie być może lekarstwo na białaczkę, cukrzycę, liszaja rumieniowatego lub wielogłową hydrę nowotworów...

Przerwał na chwilę dla uzyskania odpowiednio dramatycznego efektu, a potem z błyskiem w bladoniebieskich oczach dodał:

- A może nawet lekarstwo na zwykłą grypę.

Roześmiali się z uznaniem.

Srebrnowłosy dziekan pochylił głowę, być może w zamyśleniu. Studenci czekali w napięciu. W końcu spojrzał na nich i odezwał się głosem o oktawę niższym:

- Pozwólcie, że zakończę, zdradzając wam pewien sekret - równie upokarzający dla mnie, jak i dla was.
Odwrócił się i napisał coś na tablicy.

Dwie proste cyfry - liczbę dwadzieścia sześć. Na sali rozległy się pomruki zdziwienia.
Holmes odczekał, aż nastanie cisza, zaczerpnął powietrza, a potem popatrzył prosto na zahipnotyzowane audytorium.

- Panowie, zakonotujcie to sobie dobrze w pamięci - istnieją tysiące chorób na tym świecie, jednakże medycyna potrafi empirycznie wyleczyć tylko dwadzieścia sześć z nich. Reszta... jest czystą zgadywanką.

I to było wszystko.

Wyprostowany niczym żołnierz zszedł z gracją atlety z podium i wyszedł z sali. Tłum zaniemówił z oszołomienia.

Teraz podobno wynik to 27...





Dodaj komentarz

Komentarze