facebook.com
Życie jest ważniejsze
Gnoza Nauka Starożytni Energia Moc

Szukamy prawdy czyli wiedza czy wiara, modlitwa esseńska, wirusy i różnice między religiami

Szukamy prawdy czyli wiedza czy wiara, modlitwa esseńska, wirusy i różnice między religiami

Poteoretyzujmy trochę. Gnoza to gnoza. Jak się coś wie, to nie ma potrzeby wiary. Nie ma miejsca na wiarę nawet, no bo się wie. Można wierzyć, że trawa jest zielona, albo to wiedzieć. Warunkiem jest doświadczanie. I tym się (z grubsza rzecz biorąc) różnią religie egzoteryczne od ezoterycznych. Pierwsze zajmują się teologią, czyli – nazywając rzecz po imieniu – paplaniem o bogu/bogach. Drugie raczej teurgią czyli jakimś doświadczaniem bóstwa. To tak bardzo rzecz upraszczając, albo nawet prymitywizując.

Zatem w co wierzę? Trudno jest odpowiedzieć na takie pytanie. Trudno jest przede wszystkim dlatego, że niełatwo jest określić różnicę pomiędzy wiarą i wiedzą. Skoro wiem, że coś jest, to nie ma miejsca na wiarę. Wtedy nie wierzę, tylko wiem. A kiedy wiem? Co to jest wiara. Wiara jest przekonaniem że coś jest jakieś bez posiadania dowodów na to. A czym jest wiedza? Wiedza jest przekonaniem, że coś jest jakieś, na podstawie jakichś dowodów.

No tak, tylko co jest dowodem? Jeżeli wierzę w Boga, to to jest wiara, ponieważ przyjmuję, mam przekonanie, że Bóg jest i nie mam na to dowodu, a mimo to mam takie przekonanie, czyli wierzę. Ale kiedy patrzę na krzesło, które stoi obok mnie, to ja wiem, że ono jest. Mam dowód, bo je widzę, mogę go dotknąć, w związku z tym nie ma tu miejsca na wiarę. Wiem, że ono jest.

No tak, ale co na przykład z atomem. Nikt nigdy nie widział atomu. Czyli wiem, że materia jest zbudowana z atomów, czy wierzę, że materia jest zbudowana z atomów? Nikt nigdy nie widział elektronu, a więc wiemy, że są elektrony, czy wierzymy, że one są? A nawet jeśli coś widzę, czy czegoś mogłem doświadczyć bezpośrednio, no bo na istnienie elektronów są dowody pośrednie. Widać na przykład rozbłysk na siatce kineskopu, wiem że uderzył w tę siatkę elektron, pojawił się wybuch energetyczny, w związku z tym jest to pośredni dowód na to, że ten elektron rzeczywiście tam był. Ale pewności oczywiście nie ma, więc przyjmuję na wiarę jakąś teorię i moja wiedza także oparta jest na wierze.

Oczywiście fizyk mógłby tutaj wtrącić, że atom jest pewnym modelem, którym się posługujemy. Tak, ale jest modelem, którym się posługujemy do opisania świata, tego jaki jest. Nas interesuje to jaki ten świat naprawdę jest. Szukamy prawdy.

A nawet jeśli spojrzymy na wspomniane krzesło, to krzesła mogę doświadczyć. Widzę je, mogę dotknąć, mogę przesunąć i wtedy dodatkowo je czuję, słyszę dźwięk jaki wydaje szurając po podłodze podczas przesuwania. W związku z tym mam jakieś dodatkowe dowody na jego istnienie. Ale czy rzeczywiście te dowody mam? Może mi się przecież zdawać, że to jest krzesło. Pomijając oczywiście definicję krzesła jako takiego, ona nie jest istotna w tym momencie, jakiś obiekt. Może mi się zdawać. Skąd mam pewność, że to co widzę, to czego doświadczam jest takie w istocie, gdzie jest ten mój dowód, który jest potrzebny do odróżnienia wiary od wiedzy? Już nawet nie zagłębiając się w kwestie maji, czyli hinduistycznego poglądu na to, że wszystko jest złudzeniem, jaką mam pewność, że mnie się nie wydaje, że nie śnię na przykład, albo że nie mam jakichś zaburzeń psychicznych, percepcyjnych czy jakichkolwiek innych, innym słowem czy nie jestem wariatem, czy mi się nie zdaje że ten świat rzeczywiście obok mnie jest.

No bo skąd mam wiedzieć, że to krzesło jest rzeczywiście czy go nie ma. Jeżeli mam złudzenia i widzę obok tego krzesła tańczącego misia na przykład, ja go widzę, słyszę jak on śpiewa. Te omamy są bardzo rzeczywiste. Czy to jest ten dowód, który ma odróżnić moją wiedzę od wiary? Dowód na to że ten miś tam rzeczywiście tańczy? Więc co jest dowodem?

Z tego by wynikało, że wszystko jest wiarą. W ogóle nie ma miejsca na wiedzę. W ogóle nie ma wiedzy, ponieważ niczego nie mogę udowodnić. Doszliśmy do absurdu, ponieważ ja wiem, że różne rzeczy są, wiem, że ich doświadczam, wiem, że dzisiaj jest jakiś dzień tygodnia, że jest jakaś godzina, pora roku, ja to wiem.

No właśnie, wiem, czy wierzę? Mam dowód czy go nie mam?

Wracając do kwestii wiary i kwestii Boga. Czy ja wiem, że Bóg jest, czy wierzę, że Bóg jest? Czy dowód w postaci na przykład cudu jest gorszym dowodem niż dowód w postaci dotknięcia ręką krzesła? Dla mnie, jeśli wierzę, jest to taki sam dowód, tej samej wartości. To, że wstaje Słońce jest oczywiście wynikiem obrotu Ziemi wokół własnej osi. Więc to Słońce nie wstaje, tylko wchodzi w nasz obszar widzenia. I to możemy jakoś potwierdzić, chociażby wysyłając rakietę czy sondę na orbitę i filmując Ziemię, która się rzeczywiście obraca. Ale to, że ta Ziemia się obraca, może być dla mnie, jeśli wierzę w Boga, dowodem na to, że Bóg jest, ponieważ tę Ziemię stworzył i wprawił w ruch. Więc jest to jakościowo taki sam dowód jak to, że dotykam krzesła. Zatem gdzie jest wiara a gdzie jest wiedza? Czy wierzę, czy wiem? Na czym polega różnica? Czy w ogóle jesteśmy w stanie określić to, w co wierzymy i co wiemy, odróżnić jedno od drugiego?

Mam grypę, ponieważ zaraziłem się wirusem, który spowodował takie a nie inne reakcje w moim organizmie. To wiem, ale skąd wiem? Wiem, ponieważ powiedział mi to jakiś lekarz, naukowiec – ktokolwiek, przeczytałem w książce. Sam przecież nie badałem wirusów, nie widziałem nigdy wirusa. Więc ja to wiem, ponieważ mi to ktoś powiedział, ale nie sprawdziłem tego, więc przyjąłem to na wiarę. Przyjąłem, że ten, kto mi to powiedział wie o czym mówi, że rzeczywiście przeprowadził te wszystkie badania, zaobserwował te wirusy i tak dalej. W związku z tym on to wie.

On to wie, a jest wiarygodny z jakiegokolwiek powodu, więc ja też to wiem, przejąłem jego wiedzę, przejąłem jego pogląd. Może przyjść ktoś inny, równie wiarygodny jak ten pierwszy i przedstawić mi dowody, których też nie sprawdzę. Dowody na to, że mam grypę, ponieważ na przykład czarownica rzuciła na mnie urok i to jest powodem mojej grypy, albo dlatego, że przeczytałem w nieodpowiedniej kolejności gazety czy cokolwiek innego równie absurdalnego, chodzi o zasadę. Ten ktoś może przyjść i powiedzieć mi, że to nieprawda że są wirusy, że to nie wirusy powodują grypę, grypę powoduje czytanie prasy na przykład. I teraz dlaczego ja mam uznać, że ten argument jest absurdalny, na jakiej podstawie? Nie przeprowadziłem badań nad czytaniem prasy.

Można też na to spojrzeć z innej strony. Czytałem kiedyś gazetę i nie zachorowałem. Ale miałem również wielokrotnie kontakt z wirusami jakimiś tam i też nie zachorowałem. W związku z tym to nie jest żaden dowód dla mnie. A więc przyjmuję kwestię wirusów i wywoływanych przez nich chorób na wiarę. A więc wierzę, że tak jest, bo tak mi ktoś powiedział, ktoś komu ufam w taki czy inny sposób.

Co w związku z tym wiem? Wiem, że stoi obok mnie krzesło, bo mogę go dotknąć, mogę je zobaczyć. No dobrze, ale tylko przy założeniu, że wierzę swoim zmysłom, że wierzę w to, że w ogóle mogę poznać świat. A zatem wiedza jest elementem wiary, jest fragmentem wiary.

Ludzkie życie, ludzkie doświadczanie, ludzkie istnienie, egzystencja jest oparta na wierze. Wierzę, więc jestem, a cała wiedza to jest jakiś fragment mojej wiary, ponieważ najpierw, żeby cokolwiek wiedzieć, muszę najpierw na wiarę przyjąć pewne założenia, czy naukowe, czy nie naukowe, wszystko jedno.

Widzę człowieka, który się uśmiecha. Wiem, że się uśmiecha. Dlaczego? Bo widzę charakterystyczny gest czy mimikę mięśni twarzy, ale powód dla którego te mięśnie w ten sposób się ułożyły może być różny. On się nie musi uśmiechać. On może krzywić się przed Słońcem czy cokolwiek, powód może być zupełnie inny. A w związku z tym ja nie wiem, że on się uśmiecha. Zakładam że on się uśmiecha ponieważ czegoś doświadczam. Doświadczam czegoś, coś widzę i przypisuję temu znaczenie, czyli osądzam. Ten mój osąd prowadzi mnie do przekonania, że wiem. Zatem wiedza jest osądzoną wiarą. Wierzę w coś, osądzam to, więc wiem coś. No tak, ale czy poznanie w ogóle jest możliwe?

Spójrzmy jeszcze na wiarę z innej strony. Czym jest wiara, że sobie poradzę w jakiejś sytuacji? Wierzę na przykład, że opierając pod krtanią ostrze strzały, opierając strzałę o ścianę złamię ją i nie przebiję sobie gardła. Czym jest taka wiara? Czym jest wiara, że na jakimś spotkaniu pójdę i wypadnę dobrze, albo że załatwię jakąś sprawę, która jest trudna do załatwienia, nikt inny sobie z tym nie poradził, a ja sobie poradzę, mam taką wiarę w sobie? Czym jest taka wiara. Też jest jakimś przekonaniem. Jest przekonaniem opartym na jakichś dowodach, ponieważ wcześniej już komuś udało się złamać strzałę w ten sposób. A ja nie jestem gorszy. Komuś już udało się w takiej sytuacji coś załatwić i mnie też w trudnych różnych sytuacjach udawało się z tymi sytuacjami jakoś poradzić. Więc są to jakieś dowody na to, że i tym razem mi się uda, tym razem to zrobię.

Dowody te oczywiście nie są bezpośrednie, ponieważ ta cała sytuacja jeszcze nie miała miejsca. W związku z tym ja wierzę, czyli przyjmuję założenie, że tak jak było wcześniej, tak będzie i później. To co zdarzyło się komuś, zdarzy się również i mnie z jakiegoś tam powodu. To jest też wiara, ale to jest inny rodzaj wiary.

Jest jeszcze jedna kwestia wiary, tak jak pojmowali ją na przykład Esseńczycy. Ale zanim się temu przyjrzymy, to spójrzmy na kwestię jednej z teorii naukowych, współczesnej teorii mechaniki kwantowej, według której wszystko co się może wydarzyć potencjalnie istnieje i z jakichś powodów, coś, czy właściwie ktoś, bo mowa jest o świadomości, ktoś dokonuje wyboru, dokonuje załamanie funkcji falowej i jedna z superpozycji staje się faktem. Fala staje się cząstką, jakieś zdarzenie następuje w taki a nie inny sposób. To co prawdopodobne staje się pewne w jakimś konkretnym sposobie. Podobnie na rzecz patrzyli Esseńczycy co zdumiewające, bo żyli dwa tysiące lat temu, a wydaje się, że w ich pismach ten właśnie system, wiara w taki właśnie system istnienia wszechświata jest obecna. Dla Esseńczyków wiara była pewną świadomością, czy pewnością może raczej. Pewnością tego, że ja mam wpływ na to, co dziś nazwalibyśmy załamaniem funkcji falowej. Że to załamanie następuje przez mój udział. To jest ten udział obserwatora w obserwowanym doświadczeniu, udział, który wpływa na wyniki tego doświadczenia. Rzecz znana w mechanice kwantowej, nie ma potrzeby bym o tym pisał.

Esseńczycy uważali, że wiara jest właśnie tą pewnością, że mam swój udział w tworzeniu wszechświata, w materializowaniu pewnych możliwości, że te możliwości istnieją potencjalnie. Natomiast to ode mnie może zależeć, która z nich się zmaterializuje.

Bardzo ciekawie pisze na ten temat Braden w swej książce „Efekt Izajasza”. Pisze o modlitwie (wspominałem już kabalistyczną technologię modlitwy uzdrawiającej), o tym, w jaki sposób modlili się Esseńczycy, w jaki sposób modli się teraz tzw. współczesny zachód. Różnica jest fundamentalna. Z tego punktu widzenia wiara jest nie tylko pewnością, że coś jest jakieś, pewnością nie popartą dowodami, ale jest też pewnością, że coś jakieś będzie w przyszłości, pewnością też nie popartą dowodami, ponieważ to się jeszcze też nie wydarzyło. Ale jeżeli na przykład po wiośnie następuje lato, po styczniu luty, po piątku sobota, to czy ja wierzę w to, że nastąpi sobota czy ja to wiem? Ja to oczywiście wiem, nie ma mowy tutaj o wierze, ponieważ nie ma możliwości, żeby po piątku nie nastąpiła sobota. Dlaczego? Dlatego, że sobota jest pewną umową, to jest pewna umowa społeczna. Umówiliśmy się, że tydzień składa się z siedmiu dni, że te dni się będę jakoś nazywały, jeden będzie po drugim następował w kolejności. W związku z tym, ja znając tę zasadę nie potrzebuję wiary, żeby właśnie wiedzieć. Ja wiem, że jakiś dzień nastąpi po konkretnym dniu.

Te zasady nie muszą być uzgodnione przez ludzi. To mogą być jakieś prawa, nazwijmy to wszechświata. Jeżeli po styczniu następuje luty, to to jest umowa między ludźmi, ponieważ umówiliśmy się, że będziemy dzielić czas na miesiące, na dni, dni będą się łączyć w tygodnie, tygodnie w miesiące i miesiące będą się nazywać jakoś i po sobie następować kolejno i składać się na rok. Natomiast jeśli po wiośnie następuje lato, to jest to jakieś prawo natury. W związku z tym ja nie potrzebuję wiary, żeby wiedzieć, że nastąpi nowa pora roku, ponieważ mam wiedzę na ten temat. Mam wiedzę na temat zasad, które jakoś to regulują. Są to zasady, które zostały ustanowione przez ludzi, czy są naturalnym biegiem rzeczy natury, wszechświata, prawami boskimi i tak dalej, to nie ma to znaczenia. Ja znając te prawa, nie potrzebuję wiary. Ja wiem, że coś się wydarzy. Być może, prawdopodobnie tak było w czasach neolitu chociażby, potrzebna była wiara, że wzejdzie słońce następnego dnia, że nastąpi wiosna, że się kiedyś skończy zima, że po wiośnie będzie lato i tak dalej. Teraz ja znając prawa rządzące światem, według których świat działa, istnieje, funkcjonuje, ja mogę to przewidzieć. Nie potrzebuję do tego wiary.

Podobnie jest z innymi prawami natury, jak chociażby grawitacją. Powiedziałem kiedyś, że nie trzeba wierzyć w grawitację, żeby doświadczać jej działania. Jeżeli trzymam w ręku coś ciężkiego i to puszczę, to ja nie muszę wierzyć, że to coś spadnie, ja wiem, że to spadnie. Wiara byłaby mi potrzebna wtedy, gdybym chciał uwierzyć, że jednak nie spadnie, że zachowa się wbrew prawom natury. Ale co w sytuacji, w której na przykład mamy do czynienia ze zjawiskiem chociażby magnetyzmu ciała ludzkiego? Ciało ludzkie nie przyciąga metalu, nie jest magnesem. My to wszyscy wiemy, wystarczy to sprawdzić w prosty sposób, przykładając sobie widelec do czoła na przykład – on spadnie. Ale jest możliwe takie oddziaływanie na własny organizm, taka funkcja umysłu, żeby ten widelec nie spadł, żeby czoło zachowało się jak magnes. Jest to bardzo nienaukowe, ale to są fakty. I co ciekawe to w ogóle nie musi być metal.

W związku z tym czy ja potrzebuję wiary, ze mi się to uda zrobić, czy mam wiedzę? To jest taki sam przypadek, jak ten ze strzałą opartą na gardle, czy z poradzeniem sobie w jakiejś sytuacji. Ja mam wiarę w to, że mi się to uda. Wiarę opartą na jakichś dowodach, bo komuś to się udało, bo mnie się to kiedyś udało itd. Ale skoro mam te dowody, to czy to jest wiara, czy wiedza? Czy ja wiem, że mi się uda bo innym się udało, czy ja wierzę że mi się uda? No wierzę chyba, ponieważ może się zdarzyć że mi się nie uda.

Moje dowody nie są wystarczające w takim razie. Bo to, że komuś się udało, to że ktoś skacze o tyczce i potrafi przeskoczyć ileś tam metrów to nie jest to żaden dowód na to, że mnie się uda, to jest dowód na to, że jest to możliwe, ale nie na to, że ja to osiągnę. Więc skoro staję na bieżni z tyczką, to potrzebuję wiary. Ja wierzę w to, że mi się to uda, a nie wiem. Z resztą nawet, jeśli sam skakałem wcześniej, to jest tak wiele różnych sytuacji, tak wiele różnych czynników, które wpływają na to czy mi się uda skoczyć w ten czy inny sposób, że tutaj chyba też mamy do czynienia z wiarą. Ja wierzę w to, że mi się uda, bo jest to trudne. A gdyby to było łatwe…?

No właśnie, co jest łatwe? Łatwe jest na przykład wejście po schodach na pierwsze piętro, nie jest to skomplikowana czynność. Miliony, jeśli nie miliardy ludzi wykonują tę czynność codziennie. Nawet jeśli nie wchodziłem nigdy po schodach to mam prawo przypuszczać, że mi się to uda, ponieważ potrafię chodzić po równym, wszedłem kiedyś po drabinie, w związku z tym po schodach również wejdę, w związku z tym to jest wiedza. Ale nigdy tego nie robiłem wcześniej, więc wiara? A nawet jeśli robiłem to wcześniej, nawet jeśli chodziłem na -naste czy dziesiąte piętro po schodach, to teraz jest inny dzień, inne schody, inny ja. Czy ja wiem o tym, że wejdę, czy wierzę że wejdę?

Czy nie doszliśmy przypadkiem do absurdu? Czy nie doszliśmy znowu do przekonania, że wiedza, jako taka nie istnieje i istnieć nie może? Czy nie doszliśmy właśnie po raz kolejny do dowodu na to, że wiedza jest pewną formą wiary?

Ale to tu mamy sprzeczność, bo zgodnie z definicją, wiara jest różna od wiedzy. Właśnie różni się tymi dowodami. Wiara jest wtedy, kiedy nie ma dowodów a jestem przekonany, a wiedza wtedy, kiedy są dowody i jestem przekonany. Jak jest.

A jak będzie? Tu mamy inną sytuację, ponieważ rzecz ma się dopiero wydarzyć. To, coś jest przed nami. Ja prognozuję, że jutro będzie dzień, potem noc, potem dzień i tak w kółko. Prognozuję, ponieważ wiem, że są pewne prawa i do tej pory tak było. Do tej pory tak było, w związku z tym wiem, że tak będzie. Dlaczego wiem? Ponieważ wierzę w istnienie praw. Czyli warunkiem, fundamentem wiedzy jest wiara. Muszę wierzyć, że są pewne zasady, żeby wiedzieć, że w konsekwencji ich istnienia coś się wydarzy w taki czy inny sposób. zatem do wszystkiego potrzebna jest wiara.

To się ateiści ucieszą.

 

Foto pixabay





Dodaj komentarz

Komentarze