Jak poradziłem sobie z depresją - skuteczna metoda (3 628)
Depresja to bardzo ciężka choroba. Ze śmiertelnością wyższą od nowotworów. Każdy kto się z nią zetknął, w jakikolwiek sposób, to wie. Rzecz nie polega na tym, że się choremu nie chce. Teksty typu „weź się w garść”, albo „nie jesteś dość dzielny” itd. świadczą jedynie o ignorancji, albo wręcz głupocie wypowiadającej je osoby. To tak jakby osobie na wózku powiedzieć, że może jakby się tak trochę zebrała w sobie to by mogła pobiec w maratonie. Tylko jej się najwyraźniej nie chce. Zapewne nie kocha (tego kogoś) wystarczająco. I tak dalej. I tak dalej.
Chory w depresji nie może się podnieść z łóżka ponieważ wykracza to poza jego możliwości. Tak samo jak oddychanie pod wodą.
Medycyna akademicka ma do zaoferowania jedynie chemię. To za mało. To nie wystarczy. Depresja to zmiany w mózgu i trzeba je naprostować, farmakologicznie. I przy wsparciu rodziny, albo (jeśli wsparcia rodziny nie ma) w szpitalu. Jeden z twórców NLP Richard Bandler napisał kiedyś, że psychiatrzy z zadowoleniem przyjęli wprowadzenie leków psychotropowych, bo choć ich pacjentom się po nich nie polepszyło, to zaczęli wyglądać jakby nie ma to już dla nich większego znaczenia. Wiem dokładnie o co mu chodziło. Psychotropy pozostawiły we mnie popioły i zgliszcza.
Może teraz nie czas na rozwijanie tego tematu, dość powiedzieć, że postanowiłem sobie jakoś pomóc.
Wymyśliłem, że będę się uśmiechał za każdym razem jak spojrzę na siebie w lustrze. żeby nie zapomnieć nakleiłem tam sobie kartkę z napisem „hej”.
Pomogło. Mózg nie rozumie intencji. Jeśli gęba się krzywi w uśmiechu to znaczy, że jest powód, jest bodziec i trzeba zareagować, poprawić samopoczucie, produkować endorfiny czy coś. Ta kartka wisiała u mnie na lustrze ze dwa lata, wyrobiłem sobie odruch i teraz jak tylko widzę swoje odbicie to się uśmiecham. Początkowo wyglądało to groteskowo, w oczach „czarnej pustyni firmament”, ale na pysku uśmiech. Specjaliści ponoć zalecają trzymanie ołówka w ustach, wówczas mięśnie się układają podobnie jak przy uśmiechu, zasada ta sama. Wolę moją karteczkę. Swoją drogą dlaczego nikt mi o tym nie powiedział? żaden z licznych lekarzy i psychologów, u których „się leczyłem”?
Później dowiedziałem się, że podobnie działa metoda Kaizen, którą Amerykanie wymyślili dla Japończyków, żeby im pomóc się podnieść po II Wojnie światowej. O tej metodzie (kai - zmiana, zen - dobrze), czasem nawet nazywanej filozofią, jeszcze kiedyś napiszę. Generalnie chodzi o wprowadzanie zmiany małymi kroczkami. Bardzo małymi. Mikroskopijnymi wręcz.
Mózg człowieka składa się, z grubsza rzecz biorąc, z trzech części. Mózgu gadziego (części ewolucyjnie najstarszej), układu limbicznego i kory nowej. Mózg gadzi odpowiada za przeżycie, za decyzję walcz/uciekaj. Nie rozumie zaprzeczeń, nie rozumie trybu przypuszczającego itd. I każdą (sic!) zmianę traktuje jak zagrożenie życia i broni się (nas) rękami i nogami przed zmianą, bo chce nas ratować. Dlatego tak trudno pozbyć się różnych nawyków, dlatego tak trudno zacząć na przykład chadzać na siłownię. I tu sprawdza się Kaizen. Tu sprawdza się moja karteczka. Drobna zmiana, która nie alarmuje mózgu, ale daje grunt pod kolejny krok...
Bardzo skuteczne.
Ale czy to znaczy, że "wyleczyłem się" z depresji? Nie. Nie znaczy. Jednak znaczy, że wyzwoliłem się. Przede wszystkim z uzależnienia od leków...
Czy Tobie to pomoże? Sprawdź. I oczywiście nie rezygnuj z leczenia...Wyobraź sobie, że masz lek, miksturę, która cię wyleczy nieodwołalnie, błyskawicznie i na pewno. że masz w dłoni fiolkę z tym lekiem, który zabierze na zawsze ból, cierpienie ciała i duszy, rozwiąże wszystkie problemy, wyciągnie z otchłani, poda rękę i wyciągnie na prostą drogę, dając metaforyczną fortunę wraz ze zdrowiem, pomyśl, że lek jest słodki, chłodny, doskonały w smaku i konsystencji, że jest jak ambrozja, jak nektar, doskonały, idealny, wybitny, że naprawi wszelkie zło, wszelkie przeszłe i przyszłe krzywdy i jedyne co musisz zrobić to podnieść fiolkę do ust, co zrobić możesz, bo są po temu warunki i rękę masz zdrową i usta i możesz, możesz przełknąć lek i poczuć jego błogosławioną siłę, rozwiązać wszystkie, po prostu wszystkie problemy i niemal świat cały uczynić miejscem doskonałym, tylko unieś rękę, tylko wypij. I nie możesz tego zrobić. Patrzysz na zaciśnięty w dłoni flakon z rosnącą rozpaczą i jedyne co zdaje się technicznie, fizycznie wykonalnym to rozluźnienie palców by zobaczyć jak flakon upada na kamienną posadzkę i rozbija się, a napój wsiąka w szpary i bezpowrotnie jest straconym, a ty patrzysz. To właśnie jest depresja. Okrutny demon.
Fragment książki „Ósmy krąg piekła”.
Aktualizowane ostatnio
- Istotne różnice doktrynalne czyli w co właściwie wierzysz (73)
- Kto zdecydował o czym jest Biblia? Tekst masorecki. (957)
- Mamy wpływ na karmę, możemy zmienić matrycę, system (1 139)
- Co to znaczy, że pierwsi chrześcijanie są pierwsi. Ojcowie kościoła i boska matka. (1 786)
- Nie miejcie żalu do Franciszka. Ani do Cyryla... Czyli czym naprawdę jest kościół. (1 889)
- Co to jest tao, co to jest nienazwane i nazwane (2 020)
- Kolumb nie odkrył Ameryki, wiedział gdzie płynie bo miał mapy (2 447)
- Dlaczego koło ma 360 stopni? I co wspólnego mają wszystkie kultury starożytne? (3 112)
- Na początku było Słowo czyli dlaczego religie misyjne, są misyjne (3 517)
- Dlaczego koniecznie trzeba ćwiczyć Qi Gong i Tai Chi (2 272)
- Masaż tajski to oczyszczający rytuał (1 914)
- Jak poprawić swoje zdrowie, jak uratować komuś życie - mudry (1 802)
- Jak rozpoznać sektę (1 953)
- Sinulog, starożytny rytuał szamański - i tyle jeśli chodzi o chrześcijaństwo... (2 099)
- Izraelici i Majowie - Plagi egipskie (na prawdę) spadły na wszystkie ludy całego świata (2 253)