Życie jest ważniejsze...

Nie bardzo teologiczna różnica między Wschodem i Zachodem czyli to są ważne rzeczy, bądźmy poważni (102)

O tym dlaczego kościół Wschodni odciął się od Zachodniego, a Zachodni od Wschodniego – właściwie wiadomo od tysiąca lat. Napięcia na tle formalnym (czy papież jest zwierzchnikiem czy nie) czy na temat Filioque i tak dalej, narastały dość długo. W końcu patriarcha Konstantynopola Michał Cerulariusz został w roku 1054 wyklęty przez papieża Leona IX i sam papieża wyklął.

Tak Bizancjum oddzieliło się od Rzymu, z ogromną – moim zdaniem – stratą dla Rzymu. Choć może nie dla  Rzymu per se w znaczeniu kurii czy instytucji, a dla rzymskich chrześcijan. Rzymskich czyli zachodnich.

Zostawmy na boku, fundamentalną w gruncie rzeczy, kwestię Filioque. Skupmy się na samym kluczowym podejściu do spraw istoty wiary, fundamentu doktryny. Otóż Rzym – jak to Rzym – ma podejście prawne. Oto są prawa, zasady, nakazy i zakazy wynikające z Bożego Objawienia czyli dane ludziom przez Boga. I człowiek ma tych zasad przestrzegać, a jak ich nie przestrzega to popełnia grzech. Ergo łamie prawo i poniesie za to konsekwencje. Do braku zbawienia i piekła włącznie. Ale łamać prawo ludzka rzecz i jeśli się zdarzy to można grzech odpokutować. Są przewidziane (w prawie, a jakże) odpowiednie procedury. Jest przewidziana odpłata, pokuta. 

Temu służy spowiedź, która jest sakramentem w kościele rzymskim czyli bezpośrednim spotkaniem z Bogiem. W obecności kapłana, ale to nie kapłan odpuszcza grzechy. Faktycznie, bo formalnie robi to kapłan – o czym wspomina Jezus w Ewangelii Jana (J20.23) „którym odpuścicie są im odpuszczone…”.

Ale istota tej procedury jest taka – popełniłeś przestępstwo (czyli odstępstwo, złamanie prawa Boga), przyznajesz się, zapłacisz. Teraz (pokuta, zadośćuczynienie itd.) i/lub po śmierci. Ale po „odpukaniu”, pokucie i zadośćuczynieniu sprawa jest załatwiona. Jakby nic się nie stało. De jure nie było tematu.

Na Wschodzie, w prawosławiu jest inaczej. Tam jest koncentracja na człowieku, jego istocie, doskonaleniu się, dochodzeniu (podróży) do Boga. Spowiedź nie jest aktem prawnym. Nie koncentruje się na karze, a na doskonaleniu. 

Konsekwencja w różnicy tego podejścia dziś, w świecie współczesnym, wydaje się oczywista. Są ludzie, którzy trzymają się zasad ze strachu przed karą, a są tacy którzy się tych zasad trzymają ponieważ uważają je za słusznie. Wielu filozofów się zastanawiało nad tymi zagadnieniami. Generalnie chodzi o stopień rozwoju moralnego, etycznego człowieka. Czy rozwoju w ogóle. Pisał o tym choćby Kohlberg czy nawiązujący do jego prac Habermas. Warto zapoznać się z ich poglądami, nie czas tu i miejsce bym to rozwijał.

I tak jak fanatyzm (każdy) – jak już pisałem – świadczy o duchowym niedorozwoju, tak podejście jurydyczne w mojej opinii jest po prostu niedojrzałe. Minęło 1700 lat od czasów Konstantyna, pora byśmy trochę duchowo dojrzeli. Choćby na drugi poziom Kohlberga, o trzecim nawet nie wspominam...

© 2017-2023   Jan Syski // wszystkie prawa zastrzeżone