Życie jest ważniejsze...

Sinulog, starożytny rytuał szamański - i tyle jeśli chodzi o chrześcijaństwo...

30.07.2021, 22:55 / 30.07.2021, 22:55 (182)

Raz w roku w połowie stycznia w Cebu City na Filipinach odbywa się Sinulog czyli święto na cześć Santo Ninio. Słowo sinulog jest nazwą tańca. Święto trwa tydzień i jego zwieńczeniem jest parada porównywalna do karnawału w Rio. W uboższej wersji.

Ale impreza jest wielka, huczna, głośna i zjeżdżają się na nią ludzie z całej wyspy Cebu, z całych Filipin i z zagranicy. A jest to święto bijące na głowę Boże Narodzenie. Sama parada ma z piętnaście kilometrów i polega głównie na waleniu w bębny i dęciu w trąbki. Bez większej potrzeby melodii.

Na kilka dni przed świętem pełne są straganów, na których można kupić głównie koszulki i pióropusze. Wielkie domy towarowe też pełne są specjalnych promocji, dziesiątek wzorów koszulek, pióropuszy, plastikowych masek i co tam jeszcze można upchnąć na fali święta.

Nie sposób nie zauważyć, że głównym motywem są właśnie maski i pióropusze. I wzory, by tak rzec, etniczne. Sama parada z jej hałasem i radosnym tańcem (Sinulog) odbywa się (w tej czy innej formie) co roku od pięciuset lat. Wcześniej oczywiście też się odbywała, tylko Bathala występował pod swoim imieniem, nie zaś jak dziś jako Santo Ninio.

Na plakatach widnieje hasło „Pit Senior” co w języku cebuano znaczy Tańcz Panie, albo Taniec Pana, albo Tańcząc z Panem. Bo głównym elementem parady jest wymachiwanie figurkami Santo Ninio, „tańczenie” nimi w powietrzu.

Termin też nie jest przypadkowy. Kończy się pora monsunów i Cebuańczycy prowadzą w procesji Bathalę nad morze by żądać od niego zmiany pogody i wszelkich błogosławieństw. To starożytny rytuał szamański. Różnica jest taka, że teraz parada czy procesja nie kończy się nad morzem.

W roku 1565 król Cebu Tupas polecił odzyskać (wykupić) obraz (choć raczej chodzi o wizerunek) Santo Ninio znaleziony (sic!) przez hiszpańskiego żeglarza w opuszczonym domu, ponieważ jest to (Santo Ninio) bóg ichni, cebuański, który pomaga im na co dzień, a któren nazywa się Bathala.

Zawsze gdy wyspie groziły wichry i burze wyciągali wizerunek Bathali – czyniącego deszcze – na publiczny widok, dekorowali wonnemy kwiatamy i w procesji zabierali na brzeg morza. Tamuj rozbierali go i wsadzali do wody oświadczając, że go nie wyjmą, dopóki będzie padać – co skrzętnie zapisał augustiański mnich Gaspar w swoim dziele na temat wysp (na moje oko niespecjalnie kumając ococho w całej tej sprawie). I do dziś Cebuańczycy, zgodnie ze zwyczajem, proszą Santo Ninio o pomoc zawsze gdy jej potrzebują. Nie wiem tylko jaki teraz stosują szantaż.

W swej pierwotnej formie kult jest znakomitym przykładem szamańskiego podejścia do sił natury (i związanych z nimi bóstw) oraz układów z nimi zawieranych, które stały się później w ustach prostych (żeby nie rzec prymitywnych) wiejskich proboszczów paktami z diabłem…

I, jak mawiał Stanisławski, to by było na tyle jeśli idzie o tak zwane chrześcijaństwo. Zmieniło się tylko imię lokalnego bóstwa, zresztą nawet nie bardzo, bo wciąż nazywają Bathalę po prostu Dzieciątkiem, mimo że formalnie to Jezus.


Szukaj według tagów:

#Filipiny #Cebu #Bathala #Santo Ninio

dodaj komentarz

Komentarze:

Ten tekst nie był jeszcze komentowany